Ta historia- czyli spełniające się samoprzepowiednie- przypomniała mi smakowitą opowieść rodzinną z czasów młodości mojego Dziadka. Która to młodość przypadła na początek ubiegłego wieku, częściowo na galicyjskiej Żywiecczyźnie, a częściowo w okolicach Lwowa. Otóż jeden z gospodarzy udostępnił młodzieży nieużywaną izbę na świetlicę, w której to panny i kawalerka gromadzili się zimą na pogwarki, przyśpiewki i ogólne wspólne spędzanie czasu. Pewnego wieczoru gospodarz, widząc przychodzących chłopaków i znając ich ułańską fantazję, postanowił ich ostrzec: "Chłopcy, chłopcy, ja tam mam w sieni beczkę z kapustą. Żeby któremu nie przyszło do głowy do niej nasikać..." Nie muszę chyba dodawać, co po takiej podpowiedzi chłopcy niezwłocznie uczynili :)
Jeśli zaś o twórczość idzie, to zrobiło się u mnie kolorowo i letnio, a to za sprawą nowego czegoś, co przygotowuję na wakacyjną wymiankę. Na razie nie powiem co. Pokazać i tak bym nie mogła, bo aparat siedzi sobie w Warszawie i bebechy wymieniają mu, a ja niecierpliwie czekam, aż do mnie wróci. W związku z tym psie zdjęcie też nie całkiem na czasie- gdzieś przed miesiącem robione, kluska od tego czasu zrobiła się cięższa o jakieś pięć kilo i odpowiednio większa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz