Co by tu?...
W końcu z niejaką nieśmiałością zagadnęłam jednego Dobrego Człowieka, pomieszkującego w państwie, którego istnienie według pani z poczty jest mocno wątpliwe, czy by drogą kupna i wysyłki nie przyczynił się do spełnienia moich marzeń. A owszem, zgodził się, mało tego, jeszcze okrzyczał, czemu żywię wątpliwości, przecież wystarczy powiedzieć...
Dwa dni później wiedziałam już, że książki SĄ.
A wczoraj- ta dam!- trafiły do mnie:
Znaczy się przyjdzie mi odpracować w naturze.
Pierwszy krok już poczyniłam- jako że D.Cz. został właśnie Rodzicem Chrzestnym, dostał do wręczenia serduszko z wyszytą metryczką Malucha:
bardzo udany debiut serduszkowy:D
OdpowiedzUsuńSuper ci to wyszło :) bardzo podoba mi sie taki pomysł :)
OdpowiedzUsuńPiękne serduszko.
OdpowiedzUsuńPiękne serduszko! Bardzo przemyślane.
OdpowiedzUsuńKsiążek zazdroszczę, bo od dawna mam na nie apetyt, a nie wiem jak je zdobyć.
Pozdrawiam:)